Stan faktyczny jest typowy dla rynku suplementów. Holenderski organ nadzoru (NVWA) nałożył kary na kilku przedsiębiorców sprzedających przez Internet produkty deklarowane jako suplementy diety. Organ uznał jednak, że sposób prezentacji tych produktów sugerował właściwości lecznicze lub zapobiegające chorobom (m.in. w odniesieniu do odporności, przeziębień, koronawirusa czy zdrowia stawów), przez co były prezentowane jako produkty lecznicze bez wymaganego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.
WAŻNE: Treści, koncepcje i opracowania publikowane przez IGI FOOD LAW stanowią własność intelektualną IGI FOOD LAW i podlegają ochronie na podstawie przepisów prawa autorskiego. Wszelkie inspiracje są mile widziane, jednak prosimy o etyczne korzystanie z naszych materiałów oraz poszanowanie praw autorskich i know-how IGI FOOD LAW.
Dodatkowym elementem były opinie użytkowników zamieszczane na stronach internetowych sprzedawców, zawierające twierdzenia o działaniu leczniczym. W istocie sąd holenderski pyta TSUE o cztery kluczowe kwestie.
Po pierwsze, czy jeżeli produkt w sposób oczywisty spełnia definicję suplementu diety z dyrektywy 2002/46/WE, to należy jeszcze badać, czy jest on jednocześnie „produktem leczniczym według prezentacji” w rozumieniu dyrektywy 2001/83/WE. Jest to pytanie fundamentalne dla całej branży suplementowej.
Po drugie, sąd pyta, jak rozumieć definicję suplementu diety jako środka spożywczego „którego celem jest uzupełnienie normalnej diety”. Innymi słowy: czy decydująca jest intencja producenta, czy również sposób, w jaki produkt jest oferowany przez sprzedawcę.
Po trzecie, sąd chce ustalić, czy produkt, który jest suplementem diety, może „przekształcić się” prawnie w produkt leczniczy tylko dlatego, że zaczęto go reklamować jako posiadający właściwości lecznicze, a następnie ponownie stać się suplementem po usunięciu takich przekazów. Sąd wyraźnie wskazuje problem pewności prawa i stabilności kwalifikacji produktów.
Po czwarte, TSUE ma odpowiedzieć na bardzo praktyczne pytanie dotyczące e-commerce: czy recenzje klientów publikowane na stronie internetowej mogą być uznane za element „prezentowania” produktu jako leczniczego, nawet jeśli zostały napisane przez osoby trzecie. Jeżeli tak, to jakie działania sprzedawca powinien podjąć, aby uniknąć odpowiedzialności za takie treści.
Z perspektywy branży suplementów sprawa może mieć bardzo duże znaczenie. TSUE będzie musiał rozstrzygnąć napięcie między:
• przepisami o suplementach diety (dyrektywa 2002/46),
• zakazem przypisywania żywności właściwości zapobiegania lub leczenia chorób (art. 7 rozporządzenia 1169/2011 i art. 6 ust. 2 dyrektywy 2002/46),
• a zasadą pierwszeństwa prawa farmaceutycznego przewidzianą w art. 2 ust. 2 dyrektywy 2001/83.
To jedna z najciekawszych spraw ostatnich lat dla rynku suplementów diety, ponieważ może doprecyzować granicę między naruszeniem przepisów dotyczących informacji na temat żywności a wejściem w reżim prawa farmaceutycznego.
Sprawa C-250/26 może mieć istotne konsekwencje dla producentów, dystrybutorów suplementów diety. Jeżeli TSUE potwierdzi, że nawet produkt jednoznacznie kwalifikowany jako suplement diety może zostać uznany za produkt leczniczy ze względu na sposób prezentacji, przedsiębiorcy będą musieli jeszcze uważniej kontrolować nie tylko własne komunikaty marketingowe, ale również treści publikowane przez podmioty trzecie.
Szczególnego znaczenia nabiorą procedury monitorowania stron internetowych, sklepów online, marketplace’ów oraz opinii konsumentów, zwłaszcza gdy zawierają one odniesienia do leczenia, zapobiegania chorobom lub działania terapeutycznego.
Jednocześnie wyrok może przesądzić, czy niezgodne z prawem oświadczenia lecznicze powodują wyłącznie naruszenie przepisów prawa żywnościowego, czy też mogą prowadzić do znacznie dalej idących konsekwencji w postaci zakwalifikowania produktu do reżimu prawa farmaceutycznego. W praktyce oznaczałoby to ryzyko zarzutu wprowadzania do obrotu produktu leczniczego bez wymaganego pozwolenia, a więc naruszenia znacznie surowiej ocenianego przez organy nadzoru. Dla branży suplementów sprawa może więc stać się jednym z najważniejszych orzeczeń ostatnich lat dotyczących granic komunikacji marketingowej i odpowiedzialności za treści publikowane w środowisku cyfrowym.